Tajlandia jest teraz łatwo dostępna i popularna. Teoretycznie egzotyka, ale kierunek został już wielokrotnie opisany. Na YouTubie i w podcastach można znaleźć masę świetnych materiałów. Więc dlaczego chcę dorzucić tutaj swoje trzy grosze?
Rady internetowe, z przewodników, od znajomych, którzy byli w Tajlandii już raz, albo i są stałymi bywalcami. Niektóre z nich okazały się w moim przypadku słuszne, niektóre – zupełnie chybione. Każdy z nas jest inny i oczekuje od wakacji czegoś innego – warto wziąć to pod uwagę również przy tak prozaicznej kwestii jak… pakowanie.
Czego oczekuję ja? Bardzo ważną wartością jest dla mnie szeroko rozumiana estetyka. Staram się szukać jej wszędzie i również odpowiadać na jej wezwania, na przykład ładną stylówką w pięknym miejscu. Okej, w miarę praktyczną, ale nie jestem w stanie odpuścić tej estetyki właśnie i iść w siermiężne, praktyczne rozwiązania. Na Boga, to jest też ten moment, że wreszcie mam trochę więcej czasu na siebie. Chociaż czy koniecznie powinien to być priorytet przy posiadaniu malucha?
Priorytet czy nie – ja to lubię i nie mam oporów, żeby zainwestować w to nieco czasu i starań.
Ładne i niekoniecznie praktyczne rzeczy to jedno… Ale ta tęsknota za estetyką wyraża się również w tym, że streetfood nie będzie moją ulubioną formą pożywienia. Jedzenie na wakacjach musi być rytuałem, w którym obok nieszablonowych smaków spotyka sie piękne wnętrze lub piękny widok. Muszę usiąść – jedzenie pałaszowane w locie nie będzie przeze mnie zarejestrowane tak jak to, które zjem siedząc wygodnie na krześle.
I jest jeszcze coś, z czego się po cichu podśmiewuję… Z tej preferencji bardzo się niegdyś śmiałam w przypadku mojej mamy… Dziś jednak podpisuję się pod tym rękami i nogami. Talerz – porcelana – szkło – sztućce… No jak jem i popijam z kartonu lub plastiku to jest -20% do moich wrażeń.
Nie pakuj zbyt wielu ubrań – mówili, bo…
Wszędzie są pralnie, wypierzesz, następnego dnia założysz
Zgadza się – pralnie są ogólnie bardzo dobrze dostępne i można z nich skorzystać dosłownie wszędzie. Moja uwaga:
– pralnie w hotelu nie kosztują 12 złotych za kilogram, tylko kilka dolarów za sztukę i zrobienie prania (4 Tshirty, 2 pary spodnie, kilka sztuk bielizny i dziecięce ubranka – około 3 zestawów) to rachunek na 200 złotych. Dużo? Mało? Z mojej perspektywy całkiem zauważalna kwota.
– tak, są i te pralnie za 8-12 złotych za kilogram. Ale uwaga – czy ich jakość będzie Ci odpowiadać? Na Koh Chang trafiłam lepiej – ubrania wracały czyste i pachnące. Na Koh Lancie trafiłam gorzej – miałam wrażenie, że ubrania trafiały to wielkiego garnka z gorącą wodą. Wracały niedoprane, niestety niektóre białe ubrania poszarzały, tak, że ich reanimacja po powrocie nie miała już sensu.
– jeśli często zmieniasz miejsce, to może wcale nie być Ci tak prosto zostawić pranie i kolejnego dnia mieć je do odbioru. W końcu chcesz tyle zobaczyć, tyle zwiedzić… A tu…
Podsumowując – tak, następnym razem też będę korzystać z pralni
Można WSZYSTKO kupić na miejscu, bo jest TANIO
Owszem, można. Ale czy warto?
Zdecydowanie lubię spędzać urlop również na tym, na co w codziennym biegu nie poświęcam tyle czasu, ile bym chciała – na wyszukiwaniu stylizacji, kombinowaniu połączeń i ubieraniu się dokładnie tak, jak lubię.
Zabrakło mi kilku moich standardowych zestawów, które zostawiłam smętnie wiszące w szafie, bo szkoda było mi miejsca…
Moje check-listy na przyszłość (mocno subiektywne)
Co zabrać z Polski?
- Walizkę
Tak, zabrałabym wygodną, twardą walizkę, w której mam większą kontrolę nad tym, gdzie co jest. Mój wodoodporny worek/torbo/placak z North Face’a litrów około 90 był teoretycznie pakowny, ale niestety nie sprawdzał się pod kątem zapewnienia porządku - Zestaw małego chirurga
I pamiętać, żeby zabierać go ze sobą na wycieczki! Zdarzyło mi się doznać mini-kontuzji x 2 (rozcięta noga o ostry kamień na wycieczce na Phi Phi oraz rozwalone kolano łapiąc bombelka) i tak, jodyna i bandaże były dostępne… Ale czułabym się jednak o niebo lepiej ze swoim zestawem - Wodoodporne pieluchy
Naprawdę nie było prosto je znaleźć ani w Bangkoku, ani na wyspach. I szczerze mówiąc dorwaliśmy je dopiero w Singapurze! Dobrze, że zapakowałam kilka na wszelki wypadek i dzięki temu dało się z czystym sumieniem iść do hotelowego basenu! - Śliniaczek dla maluszka
Zdecydowany must have. Nie zajmuje miejsca, a może czasem uchronić ulubioną koszulką przed plamami z mango albo arbuza… Albo curry… - Słuchawki chroniące słuch dla dziecka
Mam 2 pary w domu, zapomniałam ich spakować. Szczególnie mocno tęskniłam za nimi, kiedy wsiadaliśmy do longtail boata, który był hiper głośny… - 2 pary lnianych spodni – długich
Nie umiałam odżałować lnianego casualowego garniturku – po prostu byłby idealny na wieczorny spacer na Koh Lancie albo na zwiedzanie świątyń w Bangkoku - Wielka torba shopperka z bawełny
Ja moją dorwałam w Marsali i była nieodzownym elementem w podróży. Na plażę, podczas przeprowadzki, na wycieczkę – dosłownie gdzie bądź. Jej kremowy kolor został nieco przykurzony, natomiast sprawdziła się dla mnie o wiele wiele bardziej niż kompaktowy placak Mammuta. Może po prostu personalnie nie przepadam za plecakami i wolę krzywić kręgosłup właśnie taką torbą na ramię? - Lniana koszula
Najlepiej sztuk 2 – będą Ci towarzyszyć na plaży, w południe, kiedy słońce praży niemiłosiernie, ale też wieczorem, kiedy może lekki wiatr będzie przyjemnie chłodził skórę. Bawełna oczywiście lub jakiś mix z wiskozą też na pewno dadzą radę (a może nie będą się aż tak gnieść) - 3 kostiumy kąpielowe
W tym jeden jednoczęściowy lub hiper wygodny do pogoni za młodym - Kapelusz lub czapka z daszkiem
Osobiście wybrałam czapkę ze względu na jej poręczność. Tak, możesz kupić na miejscu. Ale zanim do tego dojdzie, warto mieć coś na głowie. Ja miałam szczęście, bo znalazłam wspaniały kapelusik w małym butiku… Ale gdybym musiała kupić taki uliczny to na pewno nie kupowałabym z radości serca i z miłości - Chusta / szal
Jak wyżej – są dostępne, są tanie… Ale może masz jakąś ulubioną, którą warto wziąć ze sobą i osłonić ramiona w świątyni, osłonić na plaży… A może ukryć bad hair day? - Sandałki wersja posh
Oh… ja zabrałam tylko moje ukochane, aczkolwiek siermiężne Birkenstocki oraz gumowe flipflopy… Ale niesamowicie żałowałam, że jednych bardziej eleganckich sandałków lub nawet klapeczków nie wrzuciłam do bagażu…
Czego nie zabierać wcale?
- BB krem
Kupiłam specjalnie przed wyjazdem (koreański, polecany, wiadomo). I co? Na miejscu przekonałam się, że można znaleźć lepsze i tańsze – w lokalnych drogeriach, w 7 Eleven… Następnym razem nie będę się tym stresować. - Tabletki na malarię
Niepotrzebny koszt. Finalnie nie odwiedziliśmy miejsc, gdzie ta choroba faktycznie występuje. Co z nimi zrobić po powrocie? No właśnie – leżą. Przed końcem ich terminu ważności zdecydowanie muszę się wybrać gdzieś do tajskiej dźungli - Tshirtów z grubej merceryzowanej bawełny
W Polsce je uwielbiam – za sposób, w jaki trzymają formę, natomiast w tropikach są po prostu za mało przewiewne… i lądują na dnie walizki
Co kupić na miejscu?
- Spray na komary
Oh, jak mi odpowiadał zapach tego sprayu – nie wiem co to za aromaty, ale naprawdę przypadł mi do gustu. W przeciwieństwie do mojego Oblubieńca, który kazał mi się nim psikać na zewnątrz. - Spray do opalania z filtrem przeciwsłonecznym SPF 50 BANANA BOAT SPORT
Odkryłam go właśnie tam. Używam 50-tek namiętnie i ten był wygodny w aplikacji, nie kleił się. Tak – nie był TANI – wychodził porównywalnie jak w Polsce (jeśli się go już ustrzeli na Allegro) – ok. 70 złotych. Ale tego akurat nie opłaca się wozić, bo z moich obserwacji występował w każdym 7 Eleven. - Smarowidła z 7 Eleven
Hobbistycznie wręcz wyszukiwałam w tym niesamowitym przybytku kremów BB, kremów CC, primerów dla efektu glass skin, rózy w kremie… Nie, nie weryfikowałam składów. Nie wiem czy były aż tak przyjazne dla skóry na dłuższą metę – natomiast na miejscu były wspaniałe. - Tiger Balm
Kosztuje jakieś 8 złoty na każdym rogu – jest świetnym pomysłem na mini pamiątkę z Tajlandii dla najbliższych. Zapach – kontrowersyjny. Ja osobiście uwielbiam. Sposób użycia – posmaruj cokolwiek i zobaczysz – będzie dobrze. - Coś ładnego
Czym było moje coś ładnego w Tajlandii? Zdecydowanie – zakupy w Kiki KohLanta. Co to był za wspaniały butik z tajsko-francuskim vibem… Perłowe kolczyki, perłowy naszyjnik, bransoletka, kapelusik, torebeczka… Oh… ja już się bałam naprawdę przechodzić koło tej miejscówki, a najgorsze, że prawie codziennie jedliśmy śniadanie na przeciwko! - Hamaki
Tak – warto zostawić sobie trochę luzu w bagażu w przypadku, gdybyście mieli w planach roboty wykończeniowe lub chcieli odświeżyć swoje gniazdko. Na 2 hamaki właśnie wykorzystałam nieco miejsca wolnego w moim worku. I myślę, że będzie to super pamiątka.
Słuchaj intuicji przy pakowaniu do Tajlandii i gdziekolwiek indziej
A teraz spójrz jeszcze raz na listę powyżej i… weź tylko to co zbieżne z Twoim podejściem do podróżowania. Może być zupełnie różne od mojego i dobre rady zupełnie się nie pokryją.
I jeszcze jeden pro-tip, którego wcale brać nie musisz:
Jeśli czujesz, że masz coś spakować, że jakiś przedmiot wręcz pcha się do walizki… Weź go. Nawet jeśli inni nie są przychylni temu pomysłowi. To Twoje wakacje, a bagaż ma dać Ci komfort.