
Śrub(k)opis
To moja bezpieczna przestrzeń na historie, myśli, refleksje i…
To nie będzie blog podróżniczy.
To nie blog life-stylowy.
To nie blog parentingowy.
To nie blog kulinarny.
Wszystko, czego nie wymieniłam
Jestem Kasia i zapraszam Cię do mojego zakręconego świata.
Nie wiem do końca kiedy TO się we mnie otwarło na nowo.
Chęć pisania.
Tak, piszę od zawsze. Na strychu pochowane mam pełno notatników, zapisków.
2 lata temu zaczęłam używać do pisania mojego nieodłącznego reMarkable, dzięki któremu myślę, że trochę mniej drzew jest wycinane w związku z moją obsesją notowania.
Niedawno, we wrześniu 2024, postawiłam sobie cel związany z publikacjami na LinkedInie – chcę publikować raz w tygodniu.
Oczywiście chciałam jak najbardziej zbliżyć się do ideału i czytając książkę „Wiesz kim jestem” Darka Użyckiego byłam blada i zielona.
Przecież muszę mieć jasną wizję, górę na horyzoncie, za którą podążam, wizję – misję – strategię.
No nie może być byle jak.
Stresowałam się czytając całą książkę, że nie podołam.
Ale na końcu książki jest magiczna opowieść o Inteligentnym Inteligencie i bułkach. Dała mi przysłowiowego kopa w 4 litery.
Nie analizuj 12 scenariuszy wyjścia po bułki do pobliskiego sklepu.
Po prostu idź i je kup.
I tak odrzuciłam moje obawy o to, czy jest dość dobrze, dość strategicznie, spójnie… Bo to w końcu tylko LinkedIn.
I po prostu zaczęłam działać, dało mi to sporo frajdy.
Początek 2025 przyniósł mi 3-tygodniową wyprawę w kierunki, których jeszcze nie widziałam i… tak niesamowitą potrzebę, żeby się tym podzielić.
Ale to podróż.
Nawet jeśli po prostu kupuję te cholerne bułki, to intuicyjnie czuję, że LinkedIn nie jest miejscem na takie uzewnętrznianie się.
A jest jeszcze jedna kwestia… Czasami mam potrzebę podzielenia się moimi gryzmołami np. z moją Mamą lub z moim Tatą, a oni zdecydowanie nie należą do mojej profesjonalnej sieci networkingowej.🤭
I tak oto jestem – Śrub(k)opis ma być moją przestrzenią, na moich zasadach.
Może będzie grochem z kapustą.
Może ustrukturyzowanym katalogiem.
Dzisiaj tego nie wiem.
Chcę ten projekt rozpocząć, ponieważ LUBIĘ PISAĆ.
LUBIĘ SIĘ TYM DZIELIĆ.
Co zabawne, to nie mój pierwszy raz…
W 2014, kiedy blogi rządziły światem, a Kasia Tusk wprowadzała nas w świat beżowych sweterków, ja też miałam swoją przestrzeń w sieci. Robiłam zdjęcia w rzepaku (tu ukłon dla mojej niezawodnej fotografki Katarzyny T!❤️) i chyba całkiem nieźle mi to wychodziło.
Dlaczego przestałam? Nie wiem. Ale może właśnie dlatego czas wrócić.
Zaczynam więc (lub powracam) z małą walizeczką wspomnień z mojego pierwszego 3-tygodniowego tripu, mojego pierwszego wypadu do Azji.
Ale nie chcę obiecywać, że to będzie blog podróżniczy.
Czy blog life-stylowy.
Czy parentingowy.
Czy kulinarny.
Chcę mieć swoją strefę, na moich zasadach.
Jeśli chcesz do niej wejść i zobaczyć, co tu piszczy – zapraszam Cię najserdeczniej!
Tak, wiem.
W 2025 roku wszyscy rzucają się na YouTube, TikToka i Instagram. Ale mnie zawsze było bliżej do słowa pisanego. Może jestem staroświecka, a może po prostu wolę, gdy myśli układają się w tekst, a nie w 30-sekundowe rolki…
A może modne podcasty?
Żeby nie było – próbowałam! Na ostatni wyjazd zakupiłam nawet gimbala, na wypadek, gdyby moim głęboko skrywanym przeznaczeniem było zostanie vlogerką podróżniczą.
Efekt? Przez trzy tygodnie wyciągnęłam go może dwa razy, ale za każdym razem chowałam sfrustrowana, bo coś mi nie działało.
Mój oblubieniec twierdzi, że to dlatego, że nie przeczytałam instrukcji.
Ja uważam, że jak coś jest dobrze zaprojektowane, to nie potrzebuje instrukcji.
I tak oto gimbal wrócił do walizki, a ja do pisania. Bo w pisaniu nigdy nie muszę się zastanawiać, w którą stronę mam przekręcić uchwyt.
Tytuł bloga dedykuję mojemu ukochanemu MK, który nieustannie mówi mi, że mam śrubę w🍑.
Nie tylko na wyjazdach, szczególnie na tych, na których mamy nic nie robić, a potem przychodzę ja – cała na biało i pokazuję moją checklistę z punktami „must-see” i biegamy jak szaleni.
Ale ta sama śrubka ujawnia się, kiedy wrzucam sobie na głowę kolejny projekt i kolejny, bo przecież coś trzeba robić😊
No i ta śrubka też towarzyszy mi od blisko 10 lat zawodowo… och te konstrukcje stalowe, wkradły się już w moje DNA.
Tak więc w projekcie Śrub(k)opis nie obiecuję spójności, nie obiecuję schematów.
Nie gwarantuję również niesamowitej trwałości, bo być może śrubce zerwie się gwint do pisania i po kilku wpisach chęć pisania zardzewieje?
Obiecuję za to autentyczność.
Jeśli masz ochotę na podróż w nieznane zakręty moich myśli – zapraszam!
Także witaj, zapinaj pasy i off-we go!
