Wszystko zaplanowane. Ale tak spontanicznie. W 50%.

Czyli o tym, jak ścierało się podejście planistyczne z tym „na spontanie”, a całą tę tragedię wzbogacały: jetlag, półtoraroczny wir energii i szesnastolatek będący chodzącym manifestem chillu i potrzeby odpoczynku.

Zacznijmy od twardych danych

15 stycznia do 7 lutego 2025 – magiczne 24 dni, o których plusach i minusach pisałam tutaj:

A teraz pozwól, że przedstawię Ci plan, który tak domknięty precyzyjnie został dopiero 7 lutego 2025.

🌍 Rozkład jazdy

MiejsceLiczba dniCo się działoEmocja / vibe
Warszawa (start)Warszawa – Dubaj – pierwszy skok popołudniowym lotem🎒Ten wspaniały moment na lotnisku, kiedy czujesz, że przygoda właśnie się zaczyna…
Dubaj (start)124 godziny w Dubaju tak, żeby liznąć miasta i przygotować się do jego dokładniejszej eksploracji na koniec wyjazdu✈️ Pierwszy zachwyt + pierwsze czerwone światła dotyczące Dubaju samego sobie
Bangkok33 noclegi w Bangkoku, żeby nieco go zakosztować. Hałas, kolory, jedzenie. 🌶️ Ilość absolutnie wystarczająca
Koh Chang3Zaczęło być pięknie… i już trzeba było się spakować🐘 Niewypowiedziana miłość do Wyspy Słonia
Krabi (motel)1 (noc)Jak to się stało, że pomiędzy musieliśmy się zatrzymać w naprawdę spartańskim motelu pod lotniskiem w Krabi?🛏️ Jakie ryzyko niesie ze sobą spontaniczność? Czy jesteś na to gotowy?
Koh Lanta7Koh Lanta dla mnie oznacza nicniemuszę🧘‍♀️ Luz i cisza w środku głowy
Singapur3Miasto jak z katalogu – uporządkowane i piękne 🏙️ Zachwyt + polaryzacja tęsknoty za Europą
Dubaj (powrót)3Plan był ambitny. Zmęczenie wygrało.Czy Burj Khalifa to reinkarnacja Wieży Babel?
Warszawa (powrót)Powrót – z bagażem wspomnień, zmęczenia i pomysłów na kolejne wyprawy🌀 Powrót do siebie
✳️ Liczba noclegów nie składa się z liczbą dni, ponieważ wykorzystywaliśmy loty do spania. Optymalizacja to zawsze ważny aspekt – oszczędza się nie tylko $ w kontekście zaoszczędzenia na noclegu, ale i czas – śpimy podczas przemieszczania się, a nie robimy tego w ciągu dnia, podczas którego można byłoby już relaksować…

Jak stworzyłam ten rozkład?

Czy może jak stworzyliśmy? A poniekąd… jak się stworzył?
Czemu tak stawiam na jakąś tajemną siłę, która wkrada się w moje planowanie?
Siła ta ma precyzyjną nazwę i jest siatką korzystnych połączeń samolotowych. Naszą pomogli nam stworzyć nasi znajomy z agencji turystycznej – to było o wiele prostsze niż śledzenie z trwogą i biciem serca zmieniających się cen na SkyScannerze i robieniu iteracji.
Jedna kwestia odpadła.
Dzięki naszym znajomym, skorzystaliśmy też ze wspaniałej opcji Emirates Expirience – czyli czas zameldowania i wymeldowania w naszych hotelach w Dubaju był dopasowany do naszych lotów. Poezja – nie trzeba było kombinować co z walizkami, kiedy się wymeldujemy czy martwić dobrym rozegraniem planu dnia, żeby wymeldowanie odbębnić. Bardzo duża wygoda.
Opcję tę mieliśmy tylko w Dubaju, ale to właśnie Dubaj stanowił taki przesiadkowy punkt i tam godziny lotów były najbardziej wymagające.

Spontanicznie czy planowo?

Ot, tutaj pojawił się wyraźny dysonans między moim światopoglądem a światopoglądem mojego Oblubieńca.
Zdecydowanie uwielbiam wszystko co zaplanowane i dość sceptycznie podchodzę do spontaniczności jako do czynnika, który mnie… stresuje. Bo jak można nie wiedzieć czegoś z wyprzedzeniem?
Jest to w opozycji do postrzegania mojego Oblubieńca, który planowanie często postrzega jako ograniczające. Zwłaszcza w przypadku wymarzonych wakacji w rejonie, w który jedziemy pierwszy raz. I przecież może się nam gdzieś spodobać i będziemy chcieli pobyt przedłużyć i w druga stronę – może gdzieś indziej poczujemy się zmęczeni i będziemy chcieli przenieść się gdzie indziej.

Wybór noclegów

Bookowanie noclegów 1,5 miesiąca przed wylotem do Tajlandii w szczycie sezonu, który przypada właśnie na połowę stycznia, to bardzo niewiele czasu dla kogoś, kto upatrzył sobie już jakieś gorące kąski z YouTube’owych kanałów podróżniczych. Szanse, że zostało coś spektakularnego, z salonem wychodzącym na plażę jest… Niewielkie.
Przynajmniej ja doszłam do takiego wniosku przeglądając oferty.
Sporo się naszukałam, żeby znaleźć nasze pierwsze lokum na Koh Chang, kiedy w końcu dowiedziałam się, że chcę odwiedzić Koh Chang, bo przecież właściwie to planowałam odwiedzić Koh Mak, ale tam nie było już żadnych noclegów w moim klimacie. Lub w moim budżecie.

Wnioski na przyszłość (subiektywne)

Chciałabym podkreślić jedną kwestię:
Nawet w naszym oblubieńczym duecie jest niejednogłośnie.
Mój towarzysz podróży absolutnie nie podpisałby się pod niektórymi wnioskami – dla niego kluczowa jest wolność i spontaniczność, dla mnie – estetyka i bezpieczeństwo planu.
I tak jak noc w motelu była dla niego barwną przygodą, dla mnie była na nie. Zdecydowanie.

1. Tajlandii nie da się zobaczyć całej w 2 tygodnie

Niestety i na szczęście – to ogromny kraj.
Lista miejsc, których nie zobaczyłam, a bardzo chciałam, w kontraście do tych odwiedzonych… jest wręcz komediowa.
Lista still must visit w Tajlandii to temat na osobny wpis.

Chang Mai? Odpuściliśmy – niemowlak i komary jakoś nas przerażały.
Khao Lak?
Phuket – naprawdę taki straszny i skomercjalizowany?
Koh Samui – jak tam jest?
I czemu będąc na Koh Chang nie zrobiliśmy skoku na Koh Mak i Koh Kut?

I powiedzmy sobie szczerze – nie ma w tym niczego chlubnego… ale na mapę Tajlandii spojrzałam z większym namaszczeniem dopiero wtedy, gdy pani doktor medycyny podróży zapytała mnie, w który rejon jadę. Zbladłam. I dopiero miesiąc przed wyjazdem zaczęłam temat zgłębiać.

2. Dubaj w planie podróży

Dubaj 1 – ten na początku – był optymalny. Odpoczęliśmy, liznęliśmy miasto, polecieliśmy dalej.

Dubaj 2 – na powrocie, po odpoczynku w Tajlandii… to było za dużo.
Wiadomo, że taki był plan od początku, bo dolatywał do nas starszy syn. Ale – niestety – to był prysznic po tajskim chillu, na który nie byliśmy gotowi.
24 godziny jako przesiadka – optymalnie.

3. Bangkok w planie podróży

Choć Bangkok to miasto pełne życia i możliwości, to dla mnie prawdziwy urok Tajlandii leży w leniwym życiu na wyspach.
Skróciłabym ten pobyt o jeden nocleg i dorzuciła ten czas do Koh Chang.
Tam 3 noce to było zdecydowanie za mało.

4. Wytnij dobę na przemieszczanie się

Niezależnie od tego, czy to autobus, prom, taksówka czy samolot – przeskok z punktu A do B zajmował mniej więcej dobę.
Zwłaszcza na trasach typu Bangkok–Koh Chang albo Koh Chang–Koh Lanta.

Można byłoby to uprościć, gdybyśmy trzymali się jednego rejonu – np. okolice Koh Lanty (Koh Phi Phi), albo trio: Koh Chang, Koh Mak, Koh Kut.

Warto chwilę pogrzebać, uruchomić 12Go Asia i poskładać logistykę z wyprzedzeniem.

5. Masz czas? – zaplanuj

Wszystko zależy od tego, jak szybko organizujesz urlop i co jest dla Ciebie priorytetem.
Jeśli marzysz o leniwym wypoczynku w domku na plaży, w konkretnym resorcie z wymarzonymi śniadaniami – zaplanuj wcześniej.

Bo później może nie być aż tak szerokiego wyboru, zwłaszcza w szczycie sezonu.

I zadaj sobie pytanie: jak wysoko masz postawioną poprzeczkę?
A może miejsce noclegu nie ma dla Ciebie większego znaczenia?
To też jest okej. Ale ja… ja będę chciała planować z wyprzedzeniem.
Chociaż już wiem, że napotkam spory opór w rodzinie. 🤭

To była piękna lekcja planowania, które, prawdopodobnie, nigdy nie zostanie przeze mnie porzucone na rzecz spontaniczności.
Ale jak to wspaniale jest czasem dopuścić do głosu spontan i dać mu trochę przestrzeni!

Czy docelową proporcją w moim przypadku będzie 50%?
Jeszcze nie.

Ale myślę, że chcę iść właśnie w tym kierunku - żeby pozwolić planom żyć swoim życiem. I nie zamykać się w przesztywnionym harmonogramie na jakąś niespodziewaną, cudowną przygodę.

Dodaj komentarz