To książka, która czekała na mnie długo.
I nie wiem, czy to kwestia momentu w życiu, czy nastroju, ale nie przeczytałam jej jednym tchem.
Czytałam, robiłam notatki, odkładałam, wracałam.
I przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy to wypada napisać. Bo przecież o książkach zwykle pisze się: „pochłonęłam w weekend”.
Ale może właśnie o to chodzi – o pozwolenie sobie na niedoskonałość.
Bo Brené Brown pisze dokładnie o tym: o życiu w prawdzie ze sobą, o lęku przed oceną, o potrzebie bycia akceptowanym.
O tym, jak często zakładamy na siebie pancerz perfekcji, by nie pokazać tej prawdziwej wersji siebie.
Bo co, jeśli ta prawdziwa okaże się „nie dość dobra”?
Wprowadzenie do książki jest bardzo osobiste – autorka nie szczędzi przykładów z własnego życia.
Dla mnie momentami trudnych, nie dlatego, że są zbyt intymne, tylko dlatego, że ja sama rzadko pozwalam sobie na podobną otwartość.
Z tyłu głowy odzywał się mój wewnętrzny inżynier: czy naprawdę trzeba o tym pisać aż tak szczerze?
I wtedy uświadomiłam sobie, że właśnie o tym jest ta książka – o odwadze bycia sobą, nawet jeśli nie wszystkim się to spodoba.
Z praktycznych porad – wprowadzenie czytałabym najchętniej w trybie „1,5x” , ale 10 drogowskazów życia całym sercem warto smakować powoli.
Każdy z nich skłania do refleksji, ale trzy naprawdę mnie zatrzymały:
- kultywowanie autentyczności,
- odpuszczenie perfekcjonizmu (nawet napisanie tego słowa boli),
- kultywowanie zabawy i odpoczynku
To ostatnie to mój aktualny Mount Everest.
Ale jeśli publikuję ten wpis w sobotni wieczór, to może właśnie po to, by sobie o tym przypomnieć.
Z książki do pracy
Im dalej w lekturę, tym bardziej czułam, że Dary niedoskonałości nie są książką „rozwojową” w klasycznym sensie.
To raczej lustro, w którym można się przejrzeć.
Oto kilka refleksji, które zabieram z tej książki:
Perfekcjonizm to nie to samo co dążenie do jakości.
Perfekcjonizm karmi się lękiem i potrzebą kontroli. Dążenie do jakości – ciekawością i zaangażowaniem.
Codziennie uczę się wybierać to drugie.
Nie da się kontrolować tego, jak jesteśmy postrzegani.
Możemy dbać o spójność, uważność, profesjonalizm – ale cudze filtry i tak zrobią swoje.
Radość nie jest nagrodą za osiągnięcia.
W świecie KPI, planów kwartalnych i dzielonych kalendarzy łatwo o tym zapomnieć.
A jednak warto czasem zrobić coś tylko dlatego, że sprawia przyjemność.
Tak jak mnie cieszy pisanie na Śrub(k)opisie 📝
Nałóg działania to też nałóg.
Aktywność może być źródłem energii, ale też ucieczką od emocji.
Czasem największym aktem odwagi jest pusta rubryka w planerze.
Odpuszczenie bycia „cool” to krok w stronę autentyczności.
Nie zawsze trzeba mieć odpowiedź. Nie zawsze trzeba trzymać fason.
W pracy też można być człowiekiem, nie tylko funkcją.
Dary niedoskonałości to nie poradnik, który obiecuje szczęście.
To zaproszenie do zatrzymania się. Do powiedzenia sobie „sprawdzam” – w życiu, w pracy, w relacjach.
Do bycia w zgodzie z sobą, nawet jeśli nie wszystko wygląda idealnie.


